mk2017

Męstwo nie jest brakiem strachu.

Męstwo nie jest brakiem strachu.

Męstwo oznacza wytrwałość w dążeniu do dobra i systematyczne przezwyciężanie trudności, jakie na tej drodze się pojawiają.

– mówi ks. dr Michał Kwitliński w rozmowie z Magdaleną Prokop-Duchnowską


Czy cnota męstwa dotyczy tylko mężczyzn?

Jeśli wziąć pod uwagę pochodzenie słów, faktycznie można by tak pomyśleć. Łacińskie słowo virtus, oznaczające „cnotę”, ale i „męstwo”, pochodzi od słowa vir – „mężczyzna”. Może to wynikać z faktu, że w średniowieczu męstwo kojarzyło się przede wszystkim z walką zbrojną, wówczas domeną panów.

W klasycznych traktatach o cnotach używane jest raczej słowo fortitudo; wiele języków używa tego słowa, które nie nawiązuje do płci. Męstwo, jak każda inna cnota, dotyczy człowieka bez względu na płeć. Jedyna różnica może ujawniać się w jej przeżywaniu.

Męstwo u kobiet częściej wyraża się w cierpliwości i wytrwałości w dobrym działaniu, np. w walce o zdrowie dziecka.

U mężczyzn łatwiej znaleźć przejawy męstwa w podejmowaniu ryzyka w imię jakiegoś dobra czy w walce ze złem.

Męstwo kojarzy się raczej z odwagą, a ta – z brakiem strachu.

Zacznijmy od tego, że odwaga, czyli śmiałość, nie jest cnotą, tylko uczuciem, jakie żywimy wobec niebezpieczeństwa. Odwaga zakłada, że potrafimy stawić mu czoła. Ale czy zawsze robimy to w dobrej sprawie?

Równie dobrze możemy wykazywać się odwagą w czynieniu zła. Złodziej może być bardzo odważny, dokonując ryzykownego włamania. Bywa też, że odwaga ma więcej wspólnego z głupotą niż z cnotą. Inna sprawa, że lęk to emocja, która towarzyszy także odważnym.

Strach w określonych ramach jest nie tylko dopuszczalny, ale wręcz potrzebny. Ostrzega przed niebezpieczeństwem, dzięki czemu jesteśmy zdolni unikać autentycznych zagrożeń. Cnota męstwa ma moderować uczucie strachu, aby nie stało się przeszkodą w dążeniu do dobra.

Czym zatem jest męstwo?

W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Męstwo jest cnotą moralną, która zapewnia wytrwałość w trudnościach i stałość w dążeniu do dobra. Umacnia decyzję opierania się pokusom i przezwyciężania przeszkód w życiu moralnym”.

I owszem, często wiąże się z działaniem pomimo strachu, z którym w mniejszym lub większym stopniu boryka się przecież każdy z nas. Kiedy Staś z „W pustyni i w puszczy” bije się z myślami, czy dla uratowania Nel zaryzykować i pójść do obozu, w którym może czaić się wróg, przypomina sobie słowa swojego towarzysza: „Kali się bać, ale Kali pójść”. I postanawia zrobić to samo.

Męstwo jednak to coś znacznie więcej niż przekraczanie własnego lęku. To także nieuleganie pokusie poddania się i zniechęcenia. A czasem, gdy roztropność tak podpowiada, ucieczka będzie przejawem męstwa, które moderuje nasz strach, ale również popęd do walki, podporządkowując je dążeniu do dobra. Chociażby w sytuacji, gdy na ulicy zaatakuje nas uzbrojony agresor.
Ryzykowanie życiem tylko po to, by udowodnić sobie i innym, że dam radę go pokonać, nie byłoby przejawem odwagi, tylko braku rozumu.

Stąd cnota męstwa jest nierozerwalnie połączona z cnotą roztropności. To ona kształtuje nasz rozum we właściwym rozpoznawaniu dobra i zła. A męstwo to przecież właśnie wytrwałe dążenie do celu, który jest zawsze dobrem, i wycofywanie się z dróg, które do dobra nie prowadzą.

Jak cnota męstwa przejawia się w codzienności?

Wytrwałością w dążeniu do dobra i systematycznym przezwyciężaniem trudności, jakie na tej drodze się pojawiają. Zobaczmy, jak często człowiekowi zdarza się rezygnować z obranej drogi tylko dlatego, że jest nią znużony. Brakuje nam cierpliwości, także w mężnym znoszeniu przeciwności.

Cierpliwość oznacza, że mając przed oczami dobry cel, potrafię udźwignąć konieczne do jego osiągnięcia cierpienie.

Ale to wymaga dalekowzroczności, umiejętności widzenia nie tyle samej drogi, ile przede wszystkim jej celu. Zaczynając naukę języka obcego, nie jesteśmy w stanie wypowiedzieć w tym języku nawet jednego sensownego zdania. Konsekwentnie uczymy się jednak dalej, ufając że dzięki codziennemu wysiłkowi za jakiś czas będziemy ten język nie tylko rozumieli, ale także biegle się nim posługiwali.

Święty Josemaría Escriva zapisał takie doświadczenie z jakiejś rozmowy duchowej: „Straciłem entuzjazm – piszesz. – Ale przecież masz pracować nie z entuzjazmu, lecz z Miłości, świadom obowiązku, jakim jest zaparcie się samego siebie. Zacząć może każdy; wytrwać – mogą tylko święci”. Tymczasem współczesny człowiek podejmuje różne przedsięwzięcia pod wpływem impulsu, a gdy kurz entuzjazmu opadnie, traci zainteresowanie sprawą.

Widać to chociażby po liczbie rozwodów i odejść ze stanu duchownego.

Brak męstwa to nie tylko nieumiejętność wiernego trwania w życiowych zobowiązaniach, ale także niechęć do ich podejmowania. Szczególnie jeśli są to zobowiązania na całe życie, takie jak chociażby przywołane małżeństwo czy kapłaństwo.

Boimy się wiążących deklaracji, no bo co, jeśli nie uda się nam wytrwać i poniesiemy porażkę?

Stąd ważnym, a rzadziej poruszanym aspektem cnoty męstwa jest gotowość do podjęcia ryzyka. W kulturze kontroli i bezpieczeństwa to bardzo trudne. Chcemy wieść wygodne i przewidywalne życie, a ryzyko ten komfort nam odbiera.

Zapominamy, że za męstwem, a więc i potencjalnym ryzykiem, stoją nie tylko trud i wyzwanie, ale także szczęście. Jeśli małżonkowie zamiast dezerterować, wspólnie stawią czoła narastającym przeciwnościom, mają szansę wyjść z kryzysu mocniejsi. Przekonują się wówczas, że można być szczęśliwym mimo problemów. Inna sprawa, że te czekają na nich także na każdej innej podjętej przez nich drodze. Cierpienie rodzi smutek, jednak człowiek mężny potrafi przyjąć smutek ze spokojem. Mało tego, potrafi nawet wraz ze smutkiem odczuwać radość. Ta radość jest owocem dążenia do dobra, dla którego osiągnięcia znosi przeciwności.

Jak trenować „mięsień” męstwa?

Biorąc na barki trud codziennych obowiązków. Najprostszym ćwiczeniem jest kończenie zadań, których wykonania się podjęło. Nawet najdrobniejszych. Zrobienie dzisiaj tego, co mamy zrobić jutro.
Postaranie się, by sprawa, którą można domknąć do końca dnia, nie rozciągała się na kolejne dni, tygodnie i miesiące.
ćwiczeniu męstwa bardzo pomaga codzienna dyscyplina. Modlitwa niekoniecznie długa, ale praktykowana konsekwentnie każdego dnia. Zwłaszcza gdy braknie chęci i zapału, gdy człowiekowi zwyczajnie się nie chce. Taka modlitwa sama w sobie jest aktem męstwa i miłości wobec Boga.

Warto też wspomnieć, że tym, co osłabia męstwo, jest kłamstwo, które często wynika z tchórzostwa. Dlatego chcąc wzmacniać w sobie cnotę męstwa, nie możemy zapomnieć o prawdomówności.

Męstwo kształtujemy też poprzez trening w rozmaitych brakach i przeciwnościach. Odmawianie sobie różnych przyjemności przyzwyczaja nas do trwania w niedostatku.

Zachęcam, by nie robić tego wyłącznie w ramach wielkopostnych postanowień. Odmawiajmy sobie przez cały rok! Chociażby postanawiając wstawać razem z budzikiem, bez włączania kolejnych drzemek.
Walka o męstwo to też przełamywanie lęku przed podejmowaniem trudów. Lenistwo może wynikać z nieuporządkowanego pragnienia przyjemności, ale znacznie częściej jest efektem ubocznym braku męstwa. A może by tak spróbować zabrać się do pracy z odwagą i bez znieczulenia w postaci porannej kawy i przeglądu najnowszych rolek i wiadomości?

Trening męstwa powinien być dostosowany indywidualnie do każdego człowieka. Wiedza o sobie samym pozwala na stawianie bardziej realnych wymagań. Przykładowo: u osoby cierpiącej na depresję stan zniechęcenia występuje permanentnie i jest uwarunkowany biologicznie i fizjologicznie.

Podejmowanie wyzwań dnia codziennego, które przeciętnego zdrowego człowieka kosztują niewiele, w przypadku osoby z depresją może być aktem heroizmu. Z punktu widzenia moralnego taka osoba będzie żyła cnotą męstwa w pełni.

Najwyższym poziomem męstwa jest męczeństwo – śmierć w obronie wiary. Jak „umierać” dla Boga i drugiego człowieka w codzienności?

Umieranie w imię wyższego dobra jest dobrowolnym aktem heroizmu. Do męczeństwa – w sensie złożenia ofiary z własnego życia – powołanych jest niewielu. Wszyscy natomiast jesteśmy wezwani do codziennego oddawania swojego życia innym. Życie człowieka to przede wszystkim jego czas.

Zatem każda minuta, którą z miłości poświęcimy drugiemu człowiekowi, jest oddaniem temu człowiekowi własnego życia. Życie w rozumieniu czasu i uwagi możemy oddawać zarówno bliskim, jak i spotkanemu na ulicy żebrakowi. Robimy to także wtedy, gdy rezygnujmy z własnej przyjemności, np. pójścia na siłownię, by zawieźć obiad choremu znajomemu.

Gotowość do poświęcenia się dla wyższego dobra wymaga wielkoduszności. Na ogół kojarzymy ją z umiejętnością przebaczania, bo w przebaczeniu ta cnota jest najwyraźniej widoczna. Przebaczając, czyli wyrzekając się chęci zemsty i odwetu, oddajemy drugiemu to, co dla nas najcenniejsze, czyli własne ego i poczucie honoru.

Dlaczego warto kształtować w sobie męstwo?

Ponieważ ta cnota – jak każda inna – pomaga nam doskonalić się w wolności. A wolność jest warunkiem, aby kochać Boga i bliźniego. I być szczęśliwym.

Rozmawiała Magdalena Prokop-Duchnowska
Idziemy nr 10/2026
604