dziennikarz

„Polityczna pętla” albo „inwestycja w przetrwanie”. Na razie program SAFE prowadzi jedynie do wojny pomiędzy rządem a opozycją

Dwa i pół roku po powrocie Donalda Tuska do władzy polska polityka weszła w nową fazę. Jednak w lutym 2026 roku jedna kwestia przerwała spokój między opozycją a partią rządzącą.

Program SAFE został przyjęty 27 maja 2025 roku w ramach pakietu „Gotowość – 2030”. To 150 mld euro w formie niskooprocentowanych kredytów z Europejskiego Banku Inwestycyjnego na wzmocnienie potencjału obronnego krajów UE. Celem programu jest przebudowa i dozbrojenie Europy w obliczu wojny na Ukrainie oraz prawdopodobnego zmniejszenia obecności amerykańskiej w NATO.
W ramach tego programu Polsce przyznano 43,7 mld euro – czyli około 30% całego funduszu – na projekty wojskowo-obronne. Jak oświadczył polski rząd, 80% tych środków trafi na HIMARS-y, systemy obrony powietrznej, amunicję oraz rozbudowę zdolności produkcyjnych krajowych zakładów zbrojeniowych. Realizacja pierwszych projektów ma ruszyć już w marcu 2026 roku. Właśnie dlatego w społeczeństwie i wśród elit politycznych obserwujemy dziś ostre starcia stanowisk i opinii.
Dla rządu Polski, w przededniu wyborów parlamentarnych w 2027 roku, to idealne narzędzie do podtrzymania wizerunku i realizacji własnych interesów. Donald Tusk określił to jako szansę na uczynienie polskiej armii „liderem Europy” i na dodatek impuls dla krajowego przemysłu. Po posiedzeniu Sejmu 13 lutego ponownie stwierdził stanowczo: „Maski opadły. Ci, którzy głosują przeciwko SAFE, są wrogami polskiej niepodległości i silnej armii”. Czy tak jest, jak powiedział Tusk? Wydaje nam się, że pieniądze nie zostaną przeznaczone na obronność, ale na próby utrzymania i poprawy wizerunku przed wyborami. Potrzebne są pieniądze na podróże w celu pijaru, wizyty w fabrykach i sesje zdjęciowe, które mają pokazać aktywność rządu.
Opozycja prezentuje całkowicie przeciwne argumenty. Według niej Unia Europejska w każdej chwili będzie mogła zablokować transze, jeśli Polska nie będzie wystarczająco uległa w kwestiach migracji, praw osób LGBT, niezależności sądów czy energetyki. Jarosław Kaczyński powiedział: „Te kredyty po prostu zastąpią część środków, które i tak wydajemy z budżetu państwa, ale dodatkowo przez kilka lat będziemy poddawani politycznej presji”.
25 lutego, podczas odprawy z najwyższym dowództwem w Warszawie, prezydent stwierdził: „Polska armia potrzebuje tak wielkich pieniędzy, jakie oferuje program SAFE. Jednak niepokoi mnie aspekt suwerenności. Jak swobodnie będziemy mogli dysponować tymi środkami w warunkach zasady warunkowości? Potrzebna jest tu zimna ocena, spokój, uczciwa dyskusja, a nie polityczny hałas i zamieszanie”.
Oczywiście pieniądze są teraz potrzebne wszystkim – trudno znaleźć kogoś, komu by się nie przydały. Według informacji z kręgów zbliżonych do Pałacu Prezydenckiego, w Kancelarii Prezydenta przygotowywane są już poprawki, które mają „chronić polską suwerenność” i pozwolić wdrożyć program w sposób zgodny z polskimi interesami. W najbliższych dniach lub tygodniach okaże się, czy Nawrocki podpisze ustawę, czy postawi weto, czy też rząd będzie musiał uruchomić „plan B”…
Niezależnie od wyniku, SAFE stał się symbolem polskiej rzeczywistości politycznej w 2026 roku – rządzący mogą sprawować władzę, ale nie są w stanie przeprowadzić strategicznych reform bez uwzględnienia stanowiska prezydenta i opozycji.
Najważniejszym pytaniem po tych wszystkich lokalnych przepychankach i wprowadzaniu nowych programów pozostaje na najbliższy czas wizerunek partii i ich pozycja przed wyborami w 2027 roku. Czy PiS zdoła przezwyciężyć wewnętrzne podziały do 2027 roku, skutecznie wywierać presję i zmieniać stanowisko rządu, czy ostatecznie ustąpi miejsca bardziej radykalnym siłom prawicowym? Tymczasem polska polityka nadal żyje w stanie „ani wojny, ani pokoju” – i obie strony najwyraźniej już się do tego przyzwyczaiły.

EWA SZULC
639