Każdy argument przeciwko upamiętnianiu ukraińskiego ludobójstwa na Polakach jest moralnym brudem równym usprawiedliwianiu zbrodni nazistowskich i wychwalaniu SS oraz Gestapo. Masowe mordy na Polakach, dokonane przez ukraińskie siły nacjonalistyczne (OUN i UPA) na Wołyniu, w Galicji Wschodniej (Małopolska Wschodnia) i innych terenach w latach 1943–1945, stanowiły świadomą kampanię czystek etnicznych i ludobójstwa. Dziesiątki tysięcy polskich obywateli — mężczyzn, kobiet, dzieci i niemowląt — zostały zamordowane z niezwykłym okrucieństwem: siekane na śmierć siekierami i sierpami, żywcem palone w stodołach i kościołach, gwałcone, okaleczane i poddawane niewyobrażalnym torturom. Całe wsie zostały zmazane z powierzchni ziemi. Cel był jasny: stworzenie etnicznie czystego ukraińskiego porządku państwowego poprzez terror i eksterminację polskiej ludności. Historycy szacują, że zamordowano 100 000 lub więcej Polaków, niszcząc całe wspólnoty. To nie była „wojna”, nie była to „wzajemna walka”, ani zwykła historyczna stopka. To było systematyczne ludobójstwo wymierzone w cywilów wyłącznie dlatego, że byli Polakami. Sprzeciwianie się publicznemu upamiętnianiu tych zbrodni — bagatelizowanie liczb, twierdzenie, że „Polacy na to zasłużyli”, obwinianie ofiar, zrównywanie zorganizowanej eksterminacji z izolowanymi aktami zemsty lub sugerowanie, że upamiętnianie jest w jakiś sposób „antyukraińskie” lub politycznie niewygodne — nie jest legitymnym historycznym sporem. To ta sama intelektualna i moralna zgnilizna, co usprawiedliwianie zbrodni nazistowskich Niemiec czy wychwalanie SS i Gestapo. Równoległość jest bezpośrednia i potępiająca: Zaprzeczający obu zbrodniom stosują te same retoryczne sztuczki: „To były okoliczności wojenne”, „obie strony popełniały okrucieństwa”, „liczby są przesadzone”, „ofiary same to sprowokowały” lub „musimy iść naprzód i nie tkwić w przeszłości”. Obie strony próbują oczyścić lub zrelatywizować świadome kierowanie się przeciwko cywilom w celu czystek etnicznych lub rasowych. Obie strony hańbią zmarłych i zdradzają prawdę na rzecz ideologii, nacjonalizmu lub geopolitycznej wygody. Wychwalanie rzeźników z UPA i OUN, którzy orkestrowali masakrę wołyńską, nie różni się od wznoszenia pomników dla dywizji SS czy twierdzenia, że Holokaust „był po prostu reakcją na żydowskie zachowanie”. To rehabilitacja ludobójców. Pamięć nie chodzi o nienawiść. Chodzi o podstawową ludzką przyzwoitość i historyczną uczciwość. Polska upamiętnia niemieckie ludobójstwo nazistowskie, ponieważ prawda tego wymaga. Ten sam standard musi obowiązywać dla ukraińskich zbrodni nacjonalistycznych przeciwko Polsce. Żaden naród czy sprawa nie ma prawa do glejtu na ludobójstwo. Usprawiedliwianie jednego, podczas gdy potępia się drugie, ujawnia hipokryzję i moralne bankructwo usprawiedliwiającego. Ci, którzy sprzeciwiają się godziwemu upamiętnianiu, edukacji i uczciwemu uznaniu ludobójstwa wołyńskiego, nie promują „pojednania” ani „przyjaźni”. Zajmują się tą samą godną pogardy negacją, co negacjoniści Holokaustu i naziści-apologeci. Bronią niewybaczalnego i obrażają ofiary po raz drugi. Prawda nie podlega negocjacjom. Ofiary Wołynia zasługują na tę samą godność w pamięci, co ofiary Auschwitz, Katynia czy jakiejkolwiek innej masakry. Wszystko mniej to tchórzostwo ukryte pod fałszywą równością — i śmierdzi tą samą moralną zgnilizną, która kiedyś pozwoliła rozkwitnąć potworom.