I am nothing, just dust, a worm crawling at Your feet.... Lord I am unworthy of Your gaze! Let us build the Church in souls on the rock of our faith. timeofapostasy.blog
Neomoderniści zdołali jednak wprowadzić do nowego tekstu soborowego właśnie to słowo trwa (subsistit), otwierając w ten sposób drogę do „demontażu” Kościoła i wiecznej zguby wszystkich – katolików i niekatolików – poprzez współczesny ekumenizm, który uznaje wszystkie wspólnoty heretyckie i schizmatyckie – „prawosławnych”, anglikanów, luteran itd. – za już należące, choć nie w pełni, do jedynego Kościoła Chrystusowego, w którym Kościół katolicki miałby jedynie trwać, zamiast być z nim utożsamiany w sposób wyłączny.
SV2 to formalna apostazja, więc to co stoi na tym fundamencie, jest obiektywnie przeklęte. W imię tego, że Chrystus nic wspólnego nie ma z beliarem, w podobnej sytuacji jest i una-cum'oterstwo, bowiem wyrażanie jedności z tworem plującym jawnie na Boga i nazywanie tego Prawdziwym Kościołem Katolickim - w tym przypadku, jest już ponad wszelką wątpliwość bluźnierstwem i uporczywym trwaniem w herezji. Każda Msza z wyrazem jedności z przeklętymi, jest świętokradcza.
Ty zawsze niezmiennie od wieków ukryty w pokucie i w żalu za błędy tuż obok blisko mej duszy a ja szukałem Cię gdzieś w oddali w miejscach ukrytych głębokich i ciemnych w szacie wyklętej w diabelskich wersetach a Ty stałeś w biel spowity Kim jestem!? – krzyczy ma dusza Kim jestem ? – błagam powiedz chociaż jedno światełko pokaż mi Boże!
Teologia katolicka nie zalicza objawień prywatnych do „depozytu wiary” i uzależnia ich przyjęcie od roztropnego rozeznania. Starotestamentowe kryterium, zgodnie z którym słowo wypowiedziane „w imię Pana”, które się nie spełnia, nie pochodzi od Boga (Pwt 18, 21–22), jest często przywoływane przez krytyków Niebieskiej Księgi przy analizie zapowiedzi dotyczących lat 1998 i 2000. Należy dodać drugi poziom rozumowania, często pomijany: nawet gdyby – co w przypadku Gobbiego nie zostało wykazane – jakieś objawienie prywatne otrzymało pełną aprobatę Kościoła, nie oznaczałoby to obowiązku wierzenia w nie aktem wiary.
Przestali pisać Biblię, ponieważ ile można pisać o karach, które na nich spadają. Chrześcijanie powinni zacząć, ponieważ postępują teraz tak samo i kara za karą… W sumie powszechna apostazja to nie kara, tylko następstwo grzechu. Czy Bóg nas teraz karze? Nie. Po co karać głupców, którzy sami się niszczą? Nawet szatan nie jest taki głupi, żeby wmawiać człowiekowi, że mężczyzna może urodzić dziecko, ale ludzie są…
Można zatem i trzeba iść coraz wyżej, czyli doskonalić się w życiu chrześcijańskiem, a ta doskonałość niczem jest innem jedno ściśjejszem zjednoczeniem się z Bogiem przez miłość i wierniejszem naśladowaniem Chrystusa Pana. Aby utworzyć obraz doskonały, nie wystarczy rzucić tylko główne rysy, ale potrzeba takowe wykończyć; podobnie aby życie chrześcijańskie było doskonaleni, winno nie tylko w głównych swoich aktach ale i w pomniejszych przedstawiać podobieństwo do Chrystusa Pana. Ponieważ to podobieństwo wyraża się na duchu. który w skutek tego nie żyje wedle żądz ciała i własnych zachceń, ale według natchnień laski i światła prawdy Chrystusowej, przeto życie doskonałe zowie się również duchownem.
Kiedy następnie papież Wojtyła wymienił imię Jezusa Chrystusa, przedstawił Go tak, jakby On i Jego Kościół byli opcjonalni – jedynie pewnym celem idealnego doskonalenia. Tymi słowami i tymi czynami Jan Paweł II: 1) naruszył Pierwsze Przykazanie Boże; 2) utwierdził niekatolików w ich błędach, jeszcze bardziej ich w nich zakorzeniając; 3) szerzył wśród katolików mentalność relatywistyczną i indyferentystyczną, która dziś nieubłaganie wygasza wiarę (rozumianą jako prawdziwa katolicka wiara dogmatyczna) ludu chrześcijańskiego.
Dla gniewu nie masz nic świętego, nic nietykalnego; on nawet przeciwko niebu się zrywa. Stąd tyle bluźnierstw, tyle wyrzekań na Boga, tyle bezbożnych skarg przeciw Opatrzności! – Gniewamy się nie tylko na tych, którzy nas obrazili, ale także i na tych, których mamy w podejrzeniu, iżby nam w przyszłości mogli ubliżyć i tak obchodzimy się z nimi, jakby z naszymi winowajcami. Do tego stopnia dochodzi nasza genialność na polu występków. Często nawet nie wiemy, na kogo się gniewać, jednak się gniewamy, a jeżeli tego gniewu nie mamy na kim wywrzeć, wywieramy go na sobie samych.
„Dla gniewu nie masz nic świętego" - chyba że jest to święty gniew. Owszem, gniew nie tylko może być, ale powinien być świętym. Klasycznym przykładem braku takiego - jest stan obecnej Polski, wobec ujeżdżającego ją do skonania okupanta. Chrystus uniósł się świętym gniewem skręcając bat, i gnając bankierów. Całkowita demonizacja gniewu, jest takim złem jak same demony, a idzie w parze z pacyfikacją ludu, źle rozumianym nadstawianiem drugiego policzka.
Polega ona na podchwytywaniu „łask chwili ”. Jak w przyrodzie działają na nas ustawicznie fale atmosferyczne, tak w porządku nadprzyrodzonym dochodzą nas ciągle fale łask. Każda chwila niesie nową pomoc łaski, każdy obowiązek, jaki na nas spada, związany jest z osobną łaską uczynkową, każde zdarzenie, każda okoliczność życia jest brzemienna w moc nadnaturalną dla nas. Jak słońce jest poniekąd narzędziem, przez które Bóg rozlewa w świecie światło, ciepło i siłę, tak najświętsze Człowieczeństwo Chrystusowe jest najdoskonalszym narzędziem, przez które Bóg rozsyła łaski na cały świat duchowy. Te dobre myśli i uczucia, które w nas powstają poniekąd bez naszego współdziałania i nas zapraszają do cnoty, te szlachetne poruszenia i porywy, jakich każdy doświadcza w sobie, — to wszystko są namacalne skutki działania łask uczynkowych, które ustawicznie płyną ku nam i nas orzeźwiają, oświecają i do dobrego pobudzają.
W czasach zwłaszcza obecnych, gdy tak wiele pomocy nieba nam potrzeba, gdy potrzeby nasze coraz liczniej występują i coraz więcej naglącymi się stają, błagajmy Boga w imię Krwi Przenajdroższej o pokój i tryumf Kościoła, o niezależność stolicy apostolskiej, o rozszerzenie wiary świętej; módlmy się za biskupów naszych, za kaznodziei i spowiedników; za przyjaciół i nieprzyjaciół, za wszystkich wiernych i niewiernych. Uciekajmy się do Krwi Przenajdroższej we wszelkich troskach duszy i ciała, we wszelkich potrzebach doczesnych i wiecznych, nie określając miary naszej ufności, nie ścieśniając granic wszechmocności Bożej. Czyliż bowiem Bóg Ojciec mógłby nam odmówić czegoś, co jest wartości mniejszej, skoro nam dał to, co jest ceny nieskończonej, dając Krew Syna swojego Jezusa Chrystusa?
Nabożeństwo do Matki Najśw. jest nie tylko ważne, ale i konieczne, jeśli chcemy obficie czerpać ze źródeł życia. Rozłączać Chrystusa od Jego Matki to znaczy tracić z oka istotną rolę Jego Człowieczeństwa św. w udzielaniu łaski bożej. Kiedy się zaniedbuje Matkę, przestaje się rozumieć Syna. Czy nie tak się stało z narodami protestanckimi? Odrzucili nabożeństwo do Matki Najśw. pod tym pozorem, żeby nie ubliżać chrystusowi jako jedynemu pośrednikowi, a czyż nie skończyli na tem, że stracili wiarę nawet w Jego bóstwo? Jeśli Chrystus jest naszym zbawcą, naszym pośrednikiem, naszym bratem starszym, ponieważ przyjął naturę ludzką, jakżeż Go prawdziwie kochać, jak upodobnić się do Niego, a nie mieć szczególniejszego nabożeństwa do Tej, która Mu dała właśnie tę naturę ludzką…
Ale pokorna Maryja zawsze odnosić będzie nad pysznym szatanem zwycięstwa i to tak świetne, iż wreszcie zetrze głowę, siedlisko pychy. Zawsze uda się Jej wytropić jego wężową złośliwość, rozładować jego grymasy piekielne, rozwiać jego zamysły diabelskie, i aż do końca wieków zabezpieczać swe wierne sługi przed uchwytem jego okrutnych łap. Ale moc Maryi nad wszystkimi szatanami rozbłyśnie przede wszystkim w czasach ostatecznych, kiedy to szatan czyhać będzie na Jej piętę, czyli na Jej pokorne sługi i wierne dzieci, które Ona wzbudzi do walki z nim. W oczach świata będą oni mali i biedni, poniżeni, prześladowani i uciskani, jak pięta w stosunku do innych członków ciała. Ale w zamian za to będą oni bogaci w łaski Boże, które im Maryja rozdawać będzie obficie, będą wielcy i wzniośli w świętości przed Bogiem, wyniesieni ponad wszelkie stworzenie, pomocą Bożą wspierani, iż piętą swej wespół z Maryją zmiażdżą głowę szatana i staną się sprawcami triumfu Chrystusa(…).
nabożeństwa się zaczęły na Wołyniu słychać tylko polskie śpiewy i ukraińskie złowrogie szepty ukradkiem kosy i siekiery naostrzyli na zdradzieckie mordy ruszyli zabijali ,ćwiartowali i gwałcili wszystko dlatego bo Polaków nienawidzili maluchów płacz uciszali, główki im rozbijali 200 tys kobiet i dzieci w przeważającej części tchórzliwe złodziejskie hieny wymordowali ……… gdy krzyki zabijanych już ustały zwyrodnialcy ukraińscy rzucili się grabić w krwi niewinnej umazani cieszyli się bo pierzyny i poduszki zabierali
Nigdy jak w tych dniach nie było tak oczywiste, co znaczy pozostawać poza „dobrą walką” i ostatecznie poza Kościołem wojującym. Nie muszę mówić, że ciągłe, pełne nadziei i ufności wyciąganie rąk ku bratu Leonowi XIV Prevostowi, błagając o serdeczne uściski, może wydawać się – zanim jeszcze stanie się ckliwe – bezużyteczne i jedynie retoryczne. Ufam, że to czas i rzeczywistość uświadomią, podczas trudnej przeprawy przez pustynię, która czeka przyjaciół lefebrystów, iż epoka rozmów i wizyt kurtuazyjnych ad limina proditorum („do progów zdrajców”) skończyła się na zawsze. Po drugiej stronie mamy rozmówcę milczącego, rozproszonego i nieobecnego, który od ponad roku zasiada na Stolicy Piotrowej i który – niczym zwykły urzędnik katastru – niczego nie oczekiwał ani nie pragnął, poza „autorytatywnym” zamknięciem sprawy Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X (FSSPX), aby potem móc wyjechać na wakacje do Castel Gandolfo, między sportem, spacerami, pocałowaniem jakiegoś nieszczęsnego dziecka i …More
Prevost jako katolicki papież ma ciągłe wakacje, bo zdecydowanie nie głosi nauczania Kościoła Katolickiego tylko tylko globalizm i międzyludzkie zjednoczenie.
Zaciskam pięści aż do krwi w bolesnym milczeniu podnoszę swój krzyż Rozglądam się w koło mury runęły twierdza już padła na zgliszczach kościoła tańczy modernistyczna zdrada Wstaje z kolan ,otrzepuje kurz obok mnie przechodzi ludzi tłum rozśpiewany roześmiany nie widzi że droga prowadzi w dół Na ich czele kapłan kroczy jego uśmiech gaśnie powoli przerażone oczy widza języki ognia ręce mu sczerniały już nie sprofanuje Hostii
Świat nie zna nas (1 Jan 3, 1). To jeszcze nie najgorsze. My sami już się nie znamy. „Prawdziwie rozpacz to i niezastąpiona strata, że zatraciła się w nas świadomość tego, że jesteśmy synami Bożymi, że każdemu z nas przysługują prawa, więcej warte niż korony królewskie”. „Nie ma myśli, która mogłaby nas napełnić tak wielkim uczuciem wolności i radości, taką dumą i takim szczęściem, jak świadomość tego. Należałoby sądzić, że wśród bezustannego uniesienia dźwięczą u nas chrześcijan radosne dzwony świąteczne. Nie! Nic z tego nie słychać!” (Emil Fiedler). Czyś możemy wymagać, by świat nas znał? Sami wpierw poznajmy się na nowo. Musimy zrozumieć, kim jesteśmy, odzyskać świadomość nadprzyrodzonej boskiej naszej wielkości. Przepełniać nas powinna niewymowna wdzięczność dla Ojca, święta duma, błoga radość i pewność zwycięstwa. A reszta sama się spełni.
Ciekawy wpis ze świetnym tytułem. Duma jest czymś wtórnym. Początkiem dobrej drogi - Bojaźń Boża. Przez nią poznajemy naszą małość i nicość. Przez tę nicość poznajemy niepojętą wielkość Boga. Pracująca w nas, Boża Bojaźń, zaczyna leczyć zranienia i otwierać serce, a wraz z tym otwieraniem zaczynamy poznawać Prawdziwą Miłość. Bez tej Miłości nie ma nadziei.
Pokazuje się teraz wykonawców, końcowych oprawców, dlatego że to jest wygodne, a wymazuje się pamięć o zdrajcach i judaszach. Piłat wydał wyrok — to jest fakt, ale że uczynił to pod wpływem kłamców i judaszy krzyczących: „Ukrzyżuj!”, to nie jest już tak eksponowane, a przecież bardzo ważne.
Opowiadają o mędrcu pogańskim Diogenesie, iż pewnego dnia w samo południe chodził z latarnią po rynku ateńskim i zdawał się przy jej świetle pilnie czegoś szukać. „Za czem tak patrzysz” zapytał go ktoś z przechodniów. „Szukam człowieka„, odrzekł mędrzec. „Jak to człowieka?! czy nie widzisz, że pełno jest ludzi na rynku.” „Tak — odpowiedział na to mędrzec — „ale to nie są ludzie jedno bydlęta, bo zamiast żyć według rozumu, jako ludzie, dają się kierować i rządzić swoim bydlęcym żądzom.” O jakże i dzisiaj mało jest ludzi na świecie! Inni wyswobadzają wprawdzie ducha z poniżających kajdan ciała i karmią go nauką, lecz ta wolność nie jest całkowita, ani ten pokarm wystarczający, bo brak im poznania i miłości Boga. Życie umysłowe jest u nich rozwinięte, ale za to zaniedbane życie religijne; a więc i oni nie są ludźmi doskonałymi.
Nie sądźcie też, że po śmierci, aby tym pełniej zatriumfować, oddzieliła się od krzyża i odrzuciła krzyż. Wręcz przeciwnie! Ona [Mądrość Przedwieczna — Jezus] tak bardzo zjednoczyła się i niejako wcieliła w krzyż, że nie ma ani anioła, ani człowieka, ani żadnego stworzenia nieba i ziemi, które mogłoby Je od niego odłączyć. Ich więź jest nierozerwalna, ich przymierze wieczne: nigdy Krzyż bez Jezusa ani Jezus bez Krzyża!
Szanowni Państwo , Drodzy Obrońcy Życia Dzieci Piszę do Państwa z wielkim ciężarem na sercu. Mam złe wiadomości i powiem wprost: już dawno nie było tak źle jak teraz. W Warszawie machina państwowa ruszyła przeciwko bezbronnym dzieciom i tym, którzy stają w ich obronie. Warszawska policja realizuje bezwzględne, polityczne zlecenie na obrońców życia, przekraczając przy tym granice bezprawia. Mowa o nielegalnej, krwawej katowni aborcyjnej ABOTAK, którą feministki otworzyły w Warszawie, tuż pod oknami Sejmu, śmiejąc się wszystkim prosto w twarz. Właśnie mija 17. miesiąc naszej nieustannej blokady tego miejsca - to już blisko półtora roku. Wolontariusze Fundacji Życie i Rodzina trwają tam nieustannie - organizując protesty, pikiety i Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji. Nie odpuszczamy ani na krok. I właśnie dlatego uderzono w nas z wielką siłą. Policja jako prywatna ochrona aborterek? Chyba tak, skoro zamiast ścigać przestępców, funkcjonariusze postawili sobie za punkt honoru …More